"Proooszęęęę Paaaniąąąąą! A oni zbili szybę!" "Oni? Ale kto, Jasiu?" "Nie powiem, bo nie chcę skarżyć!". Mniej więcej taką, przedszkolną logiką i moralnością wykazał się "Fakt". Dziś dalej bez nazwisk. Rzucili granat i spierdalają. Jedni wierzą, drudzy nie, ale nad Pireusem śmierdzi jak w Świeciu albo Policach. Dostaje się całej kadrze. Chociaż sześciu zawiniło, czternastu pozostałych zbiera jeby za niewinność. Jeśli w ciągu paru dni nie znajdą się dowody, to każdy będzie miał własną teorię, nie mając pojęcia o tym, co się naprawdę stało. Jak ze Smoleńskiem. Zamach "Faktu" na dobrą atmosferę w kadrze. Sztuczna mgła w hotelu, żeby nie było widać twarzy. Naciski ze strony wstrętnego pijaka Peszki na kolegów, bo bał się ruchać sam. Kto odpowiadał za przygotowanie wizyty piłkarzy w hotelu? Komisję śledczą powołać! Gdzie byli rodzice?!
A w ogóle to na pewno Małkowski, Glik, Dudka, Mierzejewski, Peszko i Grosicki, bo "tak podali na nSport". Bzdura goni bzdurę i goniła będzie, póki nie znajdą się jednoznaczne dowody, czy to na potwierdzenie wersji piłkarzy, czy tabloidu.
A Franio bezradnie rozkłada ręce. Już chyba wie, że go wychujali. Podobno (cyt. za Weszło) w drodze na trening powiedział: "Jak nie ma zdjęcia, że dupa na dupie, że goła dupa na gołej dupie, to przegrają miliony". Dobry tatuś, który chce bronić swoich dzieci przed rodzicami ich kolegi, który oskarżył je o pobicie swojego synka. Gość nie ma dwóch zębów, ale dzieci twierdzą, że to nie oni, więc tatuś straszy sądem, bo ktoś śmie obrażać jego pociechy. Później okazuje się, że kochane dzieciaczki wszystko nagrały i wrzuciły na youtube'a. Bezstresowe wychowanie, kurwa jego mać.
A Franio bezradnie rozkłada ręce. Już chyba wie, że go wychujali. Podobno (cyt. za Weszło) w drodze na trening powiedział: "Jak nie ma zdjęcia, że dupa na dupie, że goła dupa na gołej dupie, to przegrają miliony". Dobry tatuś, który chce bronić swoich dzieci przed rodzicami ich kolegi, który oskarżył je o pobicie swojego synka. Gość nie ma dwóch zębów, ale dzieci twierdzą, że to nie oni, więc tatuś straszy sądem, bo ktoś śmie obrażać jego pociechy. Później okazuje się, że kochane dzieciaczki wszystko nagrały i wrzuciły na youtube'a. Bezstresowe wychowanie, kurwa jego mać.
I tylko Michała Żewłakowa żal. Jego pożegnanie w Pireusie to - jak mówił Wojciech Kowalczyk - jakby urządzić benefis Małysza w Sapporo. I jeszcze dwa dni przed nim napisać, że Stoch, Bachleda i Hula przed wyjazdem urządzili orgię. No fajnie, że Żewłakow cztery lata grał w Olympiakosie. Ale czy Tomasowi Zvirgzdauskasowi zorganizowano by pożegnanie z reprezentacją przy okazji meczu Polska-Litwa na Konwiktorskiej? Analogiczna sytuacja. Na trybunach w Grecji zabraknie m.in. jednej z najbliższych Michałowi osób - jego brata bliźniaka, Marcina, który w tym czasie będzie przygotowywał się do piątkowego meczu GKS-u Bełchatów. Ogólnie - zabraknie Polaków.
A jest kogo żegnać. Po szesnastu latach posuchy Polska dostała się na trzy z czterech kolejnych możliwych wielkich imprez, a kluczową postacią wszystkich trzech drużyn, które przebrnęły przez kwalifikacje, był właśnie Żewłakow. Na MŚ 2002, 2006 i Euro 2008 rozegrał łącznie osiem meczów. W sumie w kadrze zagrał 101 razy, przez dokładnie 7702 minuty. Gdyby w meczu z Grecją zagrał przez pięć kwadransów, reprezentacyjne występy zakończyłby z magiczną liczbą 7777 minut. Jego brat w "Cafe Futbol" sugerował, że takie właśnie były pierwotne ustalenia. Smuda w tajemnicy trzyma szczegóły pożegnania obrońcy, a sam zainteresowany wierzy selekcjonerowi, że "nie będzie po wiejsku". Wierzyć Smudzie, ech...

Sama prawda
OdpowiedzUsuńDobrze napisane. Zreszta jak wszystko pozostale na tym blogu
OdpowiedzUsuń