Chciałem napisać o Żewłakowie i stanie polskiej obrony po zakończeniu przez niego kariery. Chciałem napisać o Arboledzie, który robi wszystko, żeby jednak nie zagrać w polskiej kadrze. Chciałem wreszcie napisać o pogardliwym stosunku Smudy do Ireneusza Jelenia, jednego z dwóch polskich napastników strzelających gole w silnej lidze. Ale to są tematy, które można rozwijać codziennie i wkrótce przyjdzie na to czas. Już za parę dni Dyzma na parę tygodni zamilknie. Będzie udawał, że ogląda Ekstraklasę, że szuka do kadry Polaków, a nie tylko sra i wymyśla do swojej drużyny kolejnych obcokrajowców. Ale teraz ma jeszcze swoje kadrowe pięć minut, więc wykorzystuje je na robienie tego, w czym jest najlepszy. Pierdoli bzdury.
"Poradziliśmy sobie z kryzysem" - powiedział Donald Tusk, ukazując za swoimi plecami mapę, na której Polska jest zieloną wyspą Franz dzień po dramatycznie nudnym meczu z rezerwami Grecji i 5 dni po tzw. kowieńskim wpierdolu. "Zdarzyło się takie jedno dziwne zgrupowanie, ale trzeba jechać dalej, bo nasza drużyna rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej, czy się to komuś podoba czy nie" - dodał. Czy to przypadek, że w dwóch zdaniach Dyzmy widać analogię z wystąpieniami dwóch znanych polskich bajkopisarzy - Tuska i Gierka? Mamy 14 miesięcy do Euro, drużyna, która buduje się od półtora roku, nie ma nawet solidnych fundamentów, w dwóch meczach przeciwko rezerwom drużyn, które jeszcze niedawno były w naszym zasięgu, nie strzelamy gola, gramy bez stylu, myśli taktycznej, ładu i składu, ale "drużyna rośnie w siłę". Na jakiej podstawie pan, szanowny trenerze, tak twierdzi? Czego jak czego, ale siły to pańskim podopiecznym pozazdrościć nie można, skoro nawet do wydupczenia czterech kurew potrzebowali przewagi liczebnej.
Kiedy wydawało się, że reprezentacyjna "bunga bunga" (strasznie wkurwia mnie porównywanie tej niewinnej zabawy na dwa hotelowe pokoje do potężnych orgii Berlusconiego; ale cóż, jaki kraj, taka bunga bunga) została ostatecznie zamieciona pod dywan, przemówił sam Smuda. "Ja im wierzę, skoro mówią, że nic nie było i nie miało to wpływu na ich sportową formę". To nie było, czy nie miało? "Panie trenerze, nie ruchaliśmy" czy "Panie trenerze, ruchaliśmy, ale my tak zawsze na zgrupowaniach, to nie ma wpływu na formę, tylko niech pan żonom nie mówi'? Na moje to i jedno i drugie jest kłamstwem, bo różnicę w dyspozycji fizycznej piłkarzy w piątek i we wtorek było wyraźnie widać.
Franio ubolewa też, że "Fakt" nie podał nazwisk, przez co każdy, łącznie z nim (!), był i jest podejrzany. Ale czy to naczelny tej gazety jest opiekunem reprezentacji i czy on odpowiada za porządek w kadrze? Ok, "Fakt" dał dupy, zaczynając sprawę i nie podając szczegółów, ale trener będąc na miejscu mógłby rozpocząć własne śledztwo. Na pewno w drużynie jest jakieś "głębokie gardło", z którego da się wyciągnąć więcej niż z innych. Chyba, że Smuda liczył, że naczelny kapuś - Zieliński - będzie w stanie być w kilku miejscach naraz.
Na koniec absolutny hit tego wywiadu. "Gdybym złapał któregoś na piciu, to albo on musiałby odejść z kadry, albo ja" - oznajmia trener. Przyjrzyjmy się temu raz jeszcze: "ALBO ON, ALBO JA"! Jeszcze raz, powoli. Jeśli Smuda przyłapie kogoś na piciu, to albo go wyjebie, albo SAM ODEJDZIE! Przecież to jawna prowokacja, zachęta do łojenia do porzygu.
Drodzy piłkarze! Ku chwale Ojczyzny, dla dobra polskiej piłki, polskich kibiców i najważniejszej imprezy sportowej w XXI wieku w naszym kraju - na następnym zgrupowaniu WSZYSCY chlejcie do oporu! Dwudziestu was przecież nie wywali.








