Zacznijmy od tego, że nie znam się na piłce. Ze dwa razy w życiu udało mi się ją prosto kopnąć, zanim stwierdziłem, że jednak lepiej mi się broni, niż atakuje. Ze trzy strzały zdołałem odbić na bramce, zanim zerwałem więzadła krzyżowe na przyszkolnym "orliku". Ot, moja kariera. Tym bardziej nie mógłbym się bawić w trenera, bo niby kogo miałbym szkolić? Wygrałem kilka razy Ligę Mistrzów w PES-ie i po paru latach jakieś mistrzostwo w FM-ie. Tyle. Prawdopodobnie nie jestem godzien rozwiązać Franciszkowi Smudzie - trzykrotnemu Mistrzowi Polski i uczestnikowi Champions League i Europa League - rzepów w sandałach założonych na wysokie skarpety. Powiedziałbym, że mam maturę, co stawia mnie wśród pospólstwa nieco ponad nim, ale - jak wiemy - matura to bzdura (pozdrawiam Kubę Jankowskiego!). Napisałbym, że jestem o jeszcze jeden level wyżej, bo mam wyższe wykształcenie, ale obawiam się, że zarówno Smuda, jak i Lato, studiując "Dziennikarstwo i komunikację społeczną" na Uniwersytecie Gdańskim, mogliby się bić nawet o stypendium naukowe.
Mam tę cholerną przewagę, że jestem nikim. Mam ten pierdolony handicap, że ode mnie zależy najwyżej to, ile Łomży Miodowych sprzeda monopolowy koło mojego domu. Nikt na mnie nie patrzy. Gdybym nie spamował na kilku stronach, nikt by w życiu nie usłyszał o tym blogu.
A Franciszek Smuda, ten - i tu posłużę się cytatem, by nie musieć ponosić odpowiedzialności za obraźliwe słowa pod jego adresem - "półdebil, ta sklonowana owca, to gówno w błyszczącym dresie" jest na świeczniku. Pełni on jedną z najbardziej odpowiedzialnych i eksponowanych, a przy tym najlepiej opłacanych funkcji w Polsce. Jego poczynania śledzi 38 milionów par oczu. 38 milionów par oczu, z których większość (nomen omen) ślepo wierzy w powodzenie "narodowej" kadry. Wcale się temu nie dziwię. Gdyby ktoś cztery, ba, nawet dwa i pół roku temu założył bloga o tytule, powiedzmy, "JestęStarymHolędręAWyJebanePolaczkiWyjdźcieZeSwychKartonowychPudełekIPadnijciePrzedeMnąNaKolanaBoWprowadziłęWasząPodludzkąReprezentacjęDoEuro.blogspot.com", to byłbym pierwszym hejtem... takiego bloga.
W trakcie Euro 2012 naród raz po raz wpada w ciekawe stany depresyjno-maniakalne. Przed meczem z Grecją wszyscy byli pewni, że reprezentacja PZPN pewnie kroczy po Mistrzostwo Europy, no, w najgorszym razie po medal. Z tak słabej grupy (z brązowym medalistą ostatniego europejskiego czempionatu, srebrnym z Euro'96 i Mistrzem Europy z 2004 roku - przyp. nieznający się na niczym autor), twierdził lud, trzeba, no po prostu trzeba wyjść, i to z pierwszego miejsca!
Remis z Grecją sporo pozmieniał. Po pierwsze wielu ludzi uznało, że skoro już obejrzeli pierwszy mecz piłki nożnej w życiu, to teraz mają absolutne prawo do komentowania wszystkiego, co związane z piłką. Co to za problem odbić karnego, skoro robi to pierwszy lepszy pachołek z ławki, w dodatku obarczony nałogowym nazwiskiem? Czemu jak jest remis, to nie ma dogrywki? Poczekaj, Perquis to nasz, a Karagounis już nie? Czemu, skoro obaj kończą się na "is"? Hehe, no przecież wiem, przecież ZAWSZE kibicowałam(em) naszym...
I, co najważniejsze, wynik meczu otwarcia spuścił trochę powietrza z biało-czerwonego Euro-balonu, pompowanego ustami milionów obywateli. To nie było spektakularne "BUM", raczej nieśmiałe, choć słyszalne "tssssss"... Dało się słyszeć pierwsze "polscy piłkarze nadają się do pchania karuzeli", "bez Lewandowskiego nic by nie zrobili", "po co nam to Euro, skoro jesteśmy tacy słabi" i inne komentarze płynące z ust "kumatych". Tak, tych najbardziej "kumatych", którzy jeszcze dwa dni wcześniej bez gry chcieli przyznać drużynie w biało-czerwonych strojach puchar Henri Delaunay'a. I przy tym ten wszechobecny strach przed arcymocną Rosją...
Nawet teraz, po meczu, boję się napisać takie nazwiska jak Arshavin, Kerzhakov, Zhirkov (osobę, którą raził tej rodzaj transkrypcji cyrylicy i która dała temu upust w komentarzu pod poprzednim wpisem, serdecznie przepraszam, ale tak już mam - nastawiam budzik na nierówną godzinę, na ważne okazje wkładam czerwone gacie, a rosyjskie nazwiska zapisuję na podstawie angielskiej transkrypcji), bo nie wiem, czy nie wyjdą mi spod łóżka i nie spuszczą solidnego wpierdolu. No bo skoro nawet ulokowany na dachu Wedla Karol Strasburger modlił się dzień przed meczem o nikłą porażkę, to chyba faktycznie reprezentacje PZPN i Rosji dzieliła różnica co najmniej czterech klas, nieprawdaż?
GÓWNO PRAWDA. Rosja, która postraszyła wszystkich efektownym zwycięstwem nad Czechami, okazała się równorzędnym rywalem dla kadry PZPN. Momenty, w których podopieczni Smudy byli tylko tłem dla swoich przeciwników, można by pewnie ścisnąć jako teledysk do "November Rain" (8min58sek - przyp. MR). Naprawdę, nie tacy ci Ruscy straszni, jak ich wszędzie namalowano. Remis udało się ugrać, nawet niespecjalnie się pocąc (widzieliście Dudkę i Polanskiego w pomeczowych wywiadach?!). Dlaczego zatem drużyna gospodarzy Euro nie pokusiła się o zwycięstwo? Warto zauważyć, że trzy punkty w tym spotkaniu pozwalałyby w ostatnim meczu z Czechami walczyć podopiecznym Smudy o "zwycięski remis". Teraz Polacy i ich francusko-niemieccy koledzy potrzebują zwycięstwa.
GÓWNO PRAWDA. Rosja, która postraszyła wszystkich efektownym zwycięstwem nad Czechami, okazała się równorzędnym rywalem dla kadry PZPN. Momenty, w których podopieczni Smudy byli tylko tłem dla swoich przeciwników, można by pewnie ścisnąć jako teledysk do "November Rain" (8min58sek - przyp. MR). Naprawdę, nie tacy ci Ruscy straszni, jak ich wszędzie namalowano. Remis udało się ugrać, nawet niespecjalnie się pocąc (widzieliście Dudkę i Polanskiego w pomeczowych wywiadach?!). Dlaczego zatem drużyna gospodarzy Euro nie pokusiła się o zwycięstwo? Warto zauważyć, że trzy punkty w tym spotkaniu pozwalałyby w ostatnim meczu z Czechami walczyć podopiecznym Smudy o "zwycięski remis". Teraz Polacy i ich francusko-niemieccy koledzy potrzebują zwycięstwa.
I tu przechodzimy do tego, o co za mecz ze Sborną mam największe pretensje do selekcjonera kadry PZPN. Jest 93. minuta meczu, jest faul. Rzut wolny z prawej strony boiska. Jest jeden zawodnik w tej drużynie (Francuz, bo Francuz, ale skoro już ktoś go do tej reprezentacji wziął, to niech swoje odpracuje), który idealnie bije wolne z tego miejsca. A tymczasem Obraniak zbiega z boiska, zastąpiony przez Brożka, który w ostatnich miesiącach murawę mógł co najwyżej powąchać. Nie twierdzę, że na bank z tego stałego fragmentu gry padłby gol. Ale gdzie sens, gdzie logika? Zmiana taktyczna? W porządku. Ale czy zejść musi akurat jedyny człowiek, który w tej sytuacji mógłby się przydać? ("Może mi pani tą dorzuci 'Kobietkę', tę? - Ojej, ale może panu jednak niepotrzebna? - A nie, dlaczego, chętnie przejrzę...")
I znów odzywają się ci "a Polacy to w których strojach?". No jak to, w pierwszym meczu trener nie zrobił zmian, było źle. W drugim zrobił i też źle, to o co chodzi? Otóż o to, że będąc trenerem trzeba mieć otwarte oczy i umysł, a także trenerski nos. Trzeba wiedzieć, który zawodnik w tym meczu nie zaprezentuje już nic nadzwyczajnego, a który rezerwowy (którego przecież wcześniej się wybrało jako pełnoprawnego i pełnowartościowego członka kadry!) może wnieść coś nowego, świeżego. W pierwszym meczu tego ewidentnie zabrakło. Mam swoją teorię - Franek zamierzał wpuścić Grosickiego za Rybusa. Za tego ostatniego musiał jednak wprowadzić Tytonia i... system się zawiesił. Nie można dodać elementu "Grosicki Kamil", gdyż nie odnaleziono elementu "Rybus Maciej". Koniec, mózg rozjebany. Ale w drugim można było przeprowadzić roszady, które dałyby cokolwiek więcej, niżli jeno zysk paru sekund (oddaję honor - Mierzejewski na duży plus!). Chodzą słuchy, że Grosicki ciągle biega gdzieś wkoło Narodowego...
No ale najważniejsze, że zremisowaliśmy z Rosją! Z tą samą Rosją, którą wcześniej SAMI wykreowaliśmy na zespół nie do pokonania, na drużynę złożoną ze słowiańskich bogów, którzy nie dość, że są ze trzy poziomy ponad nami, to jeszcze przy okazji swojego triumfu mogą nas inkorporować albo co najmniej rozpuścić nad całą Polską sztuczną mgłę. Teraz, kiedy udało nam się uniknąć klęski, znów jesteśmy panami świata! Czesi już powinni trząść portami, bo w ostatnim meczu wejdziemy na boisko i rozkurwimy ich po bandach, wbijemy tuzin goli i zjemy wnętrzności Rosickiego.
A niby, kurwa, czemu? Ci sami, frajerscy Czesi, którzy znają się tylko na robieniu piwa oraz filmów, w których nie wiadomo, o co chodzi, strzelili dziś w ciągu pierwszych sześciu minut dwa gole. Czyli zrobili coś, czego "orłom Smudy" nie udało się zrobić w trakcie całego meczu z poważnym rywalem od listopada. Powrót hurraoptymistycznych nastrojów można jednak zrozumieć, wszak po raz pierwszy w XXI wieku drużyna występująca jako piłkarska reprezentacja Polski ma przed ostatnim meczem swój los we własnych rękach. Wystarczy "tylko" wygrać mecz. Nie trzeba liczyć, że Vanuatu pokona Argentynę co najmniej dwiema bramkami, a jednocześnie Wyspy Zielonego Przylądka zremisują z Islandią, ale nie wyżej niż 1:1. Trzeba "po prostu" wygrać.
Czyli zrobić coś, czego drużyna Smudy w meczu o punkty jeszcze nie dokonała.
W sumie nie wiem... Bardziej mnie śmieszy od tego wszystkiego, że taki smuda znając życie, wpuści Szczęsnego na mecz z Czechami. Więc czym tutaj się wkurwiać? To jest taka melodia grana od wielu lat, jedyne co się zmieniło - sędziowie za nami podczas tych dwóch meczy, a my gramy na remis - na szczęście z pepiczkami to już nie przejdzie i może być wesoło:)
OdpowiedzUsuńCo do zmiany Obraniaka na Brożka, to jak dla mnie ewidentny przykład na to, że Smuda nie ogarnia sytuacji na boisku.
OdpowiedzUsuńJaki sens miało zdjęcie Ludo, skoro zaraz po wolnym sędzia gwizdnąłby koniec meczu?
Była szansa rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść, ale nasz selekcjoner znowu okazał się minimalistą. Bał się zaryzykować.
Przed meczem z Czechami pewnie przyda mu się Stoperan, bo już nie może nie zagrać o wszystko.
Mam nadzieję, że Franz nie będzie kombinował z obsadą bramki i postawi na Tytonia.
W tej całej emocjonalnie naładowanej sytuacji jest jedna rzecz, o której można się dobitnie przekonać, mianowicie to, że Smuda to autentyczny Dyzma. To, że z niego trener taki jak z Pawła Janasa czy z szanownego asystenta Smou czyli..."nie najlepszy" nie jest żadnym odkryciem, bo każdy trzeźwy człowiek wiedział to od jakiś dwóch lat/spóźnieni od półtora roku. Jednakże to, że jest cienkim w swoim fachu półdebilem na wysokim stanowisku nie czyni go podobnym do Dyzmy. Czyni go tym zafajdane szczęście. Nie wiem kim on był w poprzednim życiu, ale chyba Ghandim albo Matką Teresą. Fakty są takie:
OdpowiedzUsuń-z Grecją powinno być 1-3(karny i karny niepodyktowany)
-Błaszczykowskiemu, notabene fajny chłopak, wyjdzie drugi taki strzał za 15-20 spotkań, więc mogę powiedzieć, że powinno być 0-1 z Rosją
- Prawa strona i napastnik spadli mu z nieba(gdzie był Piszczek w 2009/2010 ;) ), gracze jakich nie mieliśmy od 20 lat, którym wystarczy nie przeszkadzać. Kunszt trenera widoczny jest na lewej stronie.
-Stoper, który został powołany w listopadzie 2011, który nie jest stoperem i który był powołany z przypadku jest liderem mentalnym tej drużyny i najlepszym obrońcą.
-dwaj stranieri cudem wyleczyli się na imprezę. Są to raczej słabi\przeciętni piłkarze, ale wolę ich niż Glika\Jodłowca i Wawrzyniaka
Co tu dużo mówić to co opisałem wyżej jest irracjonalne i taki sam będzie ten mecz z Czechami. Czy postawi na Szczęsnego czy Tytonia to i tak trafi bo ma zasranego farta.Niech ma go na tym turnieju jak najdłużej, jednakże jeśli osiągniemy tutaj sukces to autentycznie nie zniosę tego, że Rodowicz\Dębski\Hohohohohołdys na dachu fabryki Wedla(po chuj jest w ogóle to studio?) będą go stawiać w pozycji półboga na równi z Guardiolą czy Mourinho.
Pozdrawiam
Cin
Tak, tak. "Powinno być". "Drugi taki strzał za 15-20 spotkań". Ty piłkę oglądasz od wczoraj, że takie coś piszesz?
OdpowiedzUsuńprzepraszam, ale kiedy ostatnio graliśmy 3 mecz w grupie o wszystko a nie o "honor" ?
OdpowiedzUsuńps.
komentarz odnośnie gola Błaszczykowskiego rozwalił mnie. Taka farciarska bramka, że szok. No zeszłą mu na bank! Nie to co wypracowany i mierzony strzał barkiem Rosjan! zdecydowanie 1:0 dla Rosji! no gdzie wyście tam widzieli inne ciekawe i groźne ataki naszych.
Moim zdaniem w końcu nasi nie boją się grać otwartej piłki , nie robią zbyt wielu głupich błędów (duża zmiana na plus), w końcu potrafią wymienić kilka podań bez straty piłki. Gra sie może podobać Wszystkim , znawcom i januszom , ale to co odpierdala Smuda to kpina i hańba. Nietrafione zupełnie zmiany , wręcz bezsensowne , do tego brak jakiegokolwiek logicznego wytłumaczenia swoich decyzji potwierdzają tylko moje przypuszczenia że tacy sami idioci wybierali go na trenera reprezentacji. / Tsr
OdpowiedzUsuńPS. Kto normalny pisze takie rzeczy o naszym kapitanie? I tak jak ktoś napisał , mecz z Czechami jest o wszystko a nie o honor jak zwykle :) / Tsr
OdpowiedzUsuńzal mi sie ze jednak przeczytalem cos z tego bloga.
OdpowiedzUsuńzal mi ludzi ktorych tak bardzo obchodzi pilka nozna.