czwartek, 31 marca 2011

Smuda zachęca do picia!

Chciałem napisać o Żewłakowie i stanie polskiej obrony po zakończeniu przez niego kariery. Chciałem napisać o Arboledzie, który robi wszystko, żeby jednak nie zagrać w polskiej kadrze. Chciałem wreszcie napisać o pogardliwym stosunku Smudy do Ireneusza Jelenia, jednego z dwóch polskich napastników strzelających gole w silnej lidze. Ale to są tematy, które można rozwijać codziennie i wkrótce przyjdzie na to czas. Już za parę dni Dyzma na parę tygodni zamilknie. Będzie udawał, że ogląda Ekstraklasę, że szuka do kadry Polaków, a nie tylko sra i wymyśla do swojej drużyny kolejnych obcokrajowców. Ale teraz ma jeszcze swoje kadrowe pięć minut, więc wykorzystuje je na robienie tego, w czym jest najlepszy. Pierdoli bzdury.
"Poradziliśmy sobie z kryzysem" - powiedział Donald Tusk, ukazując za swoimi plecami mapę, na której Polska jest zieloną wyspą Franz dzień po dramatycznie nudnym meczu z rezerwami Grecji i 5 dni po tzw. kowieńskim wpierdolu. "Zdarzyło się takie jedno dziwne zgrupowanie, ale trzeba jechać dalej, bo nasza drużyna rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej, czy się to komuś podoba czy nie" - dodał. Czy to przypadek, że w dwóch zdaniach Dyzmy widać analogię z wystąpieniami dwóch znanych polskich bajkopisarzy - Tuska i Gierka? Mamy 14 miesięcy do Euro, drużyna, która buduje się od półtora roku, nie ma nawet solidnych fundamentów, w dwóch meczach przeciwko rezerwom drużyn, które jeszcze niedawno były w naszym zasięgu, nie strzelamy gola, gramy bez stylu, myśli taktycznej, ładu i składu, ale "drużyna rośnie w siłę". Na jakiej podstawie pan, szanowny trenerze, tak twierdzi? Czego jak czego, ale siły to pańskim podopiecznym pozazdrościć nie można, skoro nawet do wydupczenia czterech kurew potrzebowali przewagi liczebnej.
Kiedy wydawało się, że reprezentacyjna "bunga bunga" (strasznie wkurwia mnie porównywanie tej niewinnej zabawy na dwa hotelowe pokoje do potężnych orgii Berlusconiego; ale cóż, jaki kraj, taka bunga bunga) została ostatecznie zamieciona pod dywan, przemówił sam Smuda. "Ja im wierzę, skoro mówią, że nic nie było i nie miało to wpływu na ich sportową formę". To nie było, czy nie miało? "Panie trenerze, nie ruchaliśmy" czy "Panie trenerze, ruchaliśmy, ale my tak zawsze na zgrupowaniach, to nie ma wpływu na formę, tylko niech pan żonom nie mówi'? Na moje to i jedno i drugie jest kłamstwem, bo różnicę w dyspozycji fizycznej piłkarzy w piątek i we wtorek było wyraźnie widać.
Franio ubolewa też, że "Fakt" nie podał nazwisk, przez co każdy, łącznie z nim (!), był i jest podejrzany. Ale czy to naczelny tej gazety jest opiekunem reprezentacji i czy on odpowiada za porządek w kadrze? Ok, "Fakt" dał dupy, zaczynając sprawę i nie podając szczegółów, ale trener będąc na miejscu mógłby rozpocząć własne śledztwo. Na pewno w drużynie jest jakieś "głębokie gardło", z którego da się wyciągnąć więcej niż z innych. Chyba, że Smuda liczył, że naczelny kapuś - Zieliński - będzie w stanie być w kilku miejscach naraz.
Na koniec absolutny hit tego wywiadu. "Gdybym złapał któregoś na piciu, to albo on musiałby odejść z kadry, albo ja" - oznajmia trener. Przyjrzyjmy się temu raz jeszcze: "ALBO ON, ALBO JA"! Jeszcze raz, powoli. Jeśli Smuda przyłapie kogoś na piciu, to albo go wyjebie, albo SAM ODEJDZIE! Przecież to jawna prowokacja, zachęta do łojenia do porzygu.
Drodzy piłkarze! Ku chwale Ojczyzny, dla dobra polskiej piłki, polskich kibiców i najważniejszej imprezy sportowej w XXI wieku w naszym kraju - na następnym zgrupowaniu WSZYSCY chlejcie do oporu! Dwudziestu was przecież nie wywali.

środa, 30 marca 2011

Szok! Franciszek Smuda wygwizdany!

Przeraża mnie to, jak bardzo wszyscy przejmują się tym, co napiszą "opiniotwórcze" gazety sportowe. Dziś Gazeta.pl i WP na swoich głównych sportowych stronach głoszą, że "Smuda został wygwizdany", dodając, że zdarzyło się to "pierwszy raz". Dalej okazuje się, że nie są to ich własne obserwacje, a przedruk z "Przeglądu Sportowego". Ludzie, jednym z najważniejszych sportowych wydarzeń dnia w Polsce i na świecie jest to, że "Przegląd Sportowy" napisał, że "SMUDA ZOSTAŁ PIERWSZY RAZ WYGWIZDANY"!
To, że wielu dziennikarzy nie ma zdolności logicznego myślenia, wiadomo nie od dziś. Okazuje się też, że niektórzy mają przytępiony wzrok i słuch. Antoni Bugajski musiał czymś zapchać miejsce przeznaczone w gazecie na relację z tego spotkania. A że sam mecz był okrutnie nudny, nijaki i trudno napisać o nim więcej niż dwa akapity, Bugajski wplótł w sprawozdanie fragment o tym, że przy prezentacji odezwały się gwizdy pod adresem szkoleniowca."To chyba pierwszy taki przypadek" - pisze. Jego odkrywcze wynurzenie obiega portale i ciemny lud musi skłonić się do refleksji: chyba coś nie jest nie tak, skoro gwiżdżą na trenera...
Kurwa mać. Nigdy nie siedziałem w loży prasowej, nie byłem na stadionach w Pireusie, ani w Kownie. W Faro i Algarve też nie gościłem. Wszystkie ostatnie mecze drużyny Smudy spędziłem przed telewizorem. I, cholera, gwizdy słyszałem nie tylko w Pireusie! Może coś jest nie tak z moim odbiornikiem, może z moim słuchem, nie wiem. Ale jakoś nigdy w trakcie "Na Wspólnej" nie słyszę gwizdów. Przy "Teleexpressie" też sobie takowych nie przypominam. A nigdy oglądając np. Ligę Mistrzów nie słyszałem okrzyków "Franek Smuda, gdzie te cuda?". A w Kownie owszem! I to częściej, niż "Jebać PZPN!", a to już naprawdę dużo.
Kibice gwiżdżą? O nie! Gdyby to nie była reprezentacja i gdyby to nie był Smuda, to przy takich wynikach drużyny kulturalne pytania o cuda musiałyby ustąpić miejsca "kurwom" i "wypierdalaniu", a otwarte pisanie o zwolnieniu trenera nie byłoby traktowane jako zjawisko, tylko jak norma. Smudzie wolno więcej, bo zaczynał z zajebiście wysokiego pułapu zaufania. To tak, jakby jakaś partia przejęła władzę w kraju z poparciem 85 proc. i to po rządach ludzi popieranych przez 3-5 proc. Po półtora roku nieudolnego rządzenia, podnoszenia podatków, wzrostu cen, porażek w polityce zagranicznej, partia ta prawdopodobnie dalej mogłaby liczyć na ponad połowę głosów. I tak jest ze Smudą. Ludzie pamiętają głównie późnego Beenhakkera i dramatycznego Majewskiego oraz obietnice i nadzieje, które rozbudził Franz. Dalej więc żyją wyobrażeniami i myślą sobie, że może nie jest tak źle. Otóż jest!
Spójrzmy, co by się działo, gdyby Smuda był trenerem klubu polskiej Ekstraklasy. Czy przy takich rezultatach kibice nie żądaliby jego dymisji? Czy byłby w stanie zachować stanowisko? W 20 meczach wygrał siedem razy, siedem zremisował i sześciokrotnie przegrał, zgromadził więc 28 punktów. W rodzimej lidze rozegrano dotychczas 19 kolejek. 28 oczek zgromadziły trzy zespoły: Lech, Śląsk i Bełchatów. W dwóch z nich już w tym sezonie wymieniano szkoleniowców, a Maciej Bartoszek w GKS-ie wcale nie czuje się pewnie. Wnioski wyciągnijcie sami.
Przy okazji, wiecie, kto zdaniem ankietowanych na Onecie był najlepszym zawodnikiem meczu z Grecją? Michał Żewłakow. Dostał prawie dwa razy więcej głosów, niż drugi Grzegorz Sandomierski. Zabawnie, co? Ale niech ginie! Alkoholicy w koszulkach Chicago Bulls nie mogą się w niczym przydać kadrze.

wtorek, 29 marca 2011

He, he, he

Nie ruchamy - dobrze gramy. Polacy chyba chcieli zagrać tak, żeby udowodnić, że koncentrują się wyłącznie na grze w narodowych barwach, a prasowe doniesienia to bujdy. Zagrali dokładnie odwrotnie. Teraz możemy być pewni, że przed meczem z Litwą coś im przeszkodziło w osiągnięciu korzystnego wyniku. W Pireusie rozegrali niezłe zawody, udowadniając, że jeśli chcą i nie rozpraszają ich flaszki, kurwy i teletubisie, to mogą dyktować rywalom swoje warunki gry.
Sam mecz był nudny jak debata kandydatów do rady dzielnicy. Grecy zaskoczyli mnie swoim ultradefensywnym nastawieniem. Jeśli podejmuje się drużynę sklasyfikowaną w rankingu FIFA o sześćdziesiąt (!) miejsc niżej, to chyba nawet tak kochająca bronienie się ekipa, jak Grecja, powinna chociaż próbować ataków. A gospodarze przez cały mecz stworzyli jedną stuprocentową okazję, ale Mitroglou pozwolił podbudować się Sandomierskiemu, strzelając mu w nogi. Samaras, który teoretycznie był najbardziej wysuniętym napastnikiem, częściej pokazywał się pod własnym polem karnym, niż w okolicach polskiej szesnastki. Grecy może coś kombinowali, ale polska obrona spisywała się nadzwyczaj dobrze.
A propos... Okazało się, że pożegnaliśmy dziś najlepszego polskiego obrońcę. Glik nie jest godzien, żeby wkręcać mu korki, a Jodłowiec, Sadlok i Wołąkiewicz powinni skorzystać z okazji i poprosić go o autograf. O Arboledzie i Perquisie nie rozmawiam, bo to nie Polacy. Nie chcę beatyfikować Żewłakowa i udowadniać, że od niego powinno rozpoczynać się ustalanie składu kadry. Ale Smuda na siłę szuka obrońców za granicami kraju, obrońców, którzy nigdy nie grali na poziomie światowej imprezy, a co najważniejsze - nie mają polskiego paszportu. Bez mrugnięcia okiem podziękował za to Żewłakowowi, który ma na swoim koncie występy w dwóch finałach Mistrzostw Świata i jednych Mistrzostw Europy. W trakcie przygotowań do Euro 2012, a także podczas rozgrywanego w Polsce i na Ukraine turnieju, mógłby drużynie narodowej służyć nie tylko umiejętnościami, ale i doświadczeniem, którego pozazdrościć mogą mu wszyscy koledzy z kadry.
Ale Smuda mu podziękował. Nie, wróć. Smuda go wypierdolił! Podziękowali mu Grecy, wręczając Złotego Buta. Lato i Kręcina polansowali się na murawie stadionu w Pireusie, dali mu "coś", czego Żewłakow - na twarzy którego malowało się wyraźne podkurwienie - nawet nie rozpakował i nie pokazał do kamery. I tak powinien być zadowolony, bo niektórzy jego koledzy z Klubu Wybitnego Reprezentanta nie doczekali nawet takiego podziękowania. Żegnanie zasłużonych kadrowiczów to jednak temat na zupełnie inną opowieść...
PS. Zajebisty protest zafundowali nam nasi gwiazdorzy. Pół godziny po meczu, a już mamy wywiady np.z Błaszczykowskim. Foch roku!

Nazwisk nie ma, ale też jest zajebiście

"Proooszęęęę Paaaniąąąąą! A oni zbili szybę!" "Oni? Ale kto, Jasiu?" "Nie powiem, bo nie chcę skarżyć!". Mniej więcej taką, przedszkolną logiką i moralnością wykazał się "Fakt". Dziś dalej bez nazwisk. Rzucili granat i spierdalają. Jedni wierzą, drudzy nie, ale nad Pireusem śmierdzi jak w Świeciu albo Policach. Dostaje się całej kadrze. Chociaż sześciu zawiniło, czternastu pozostałych zbiera jeby za niewinność. Jeśli w ciągu paru dni nie znajdą się dowody, to każdy będzie miał własną teorię, nie mając pojęcia o tym, co się naprawdę stało. Jak ze Smoleńskiem. Zamach "Faktu" na dobrą atmosferę w kadrze. Sztuczna mgła w hotelu, żeby nie było widać twarzy. Naciski ze strony wstrętnego pijaka Peszki na kolegów, bo bał się ruchać sam. Kto odpowiadał za przygotowanie wizyty piłkarzy w hotelu? Komisję śledczą powołać! Gdzie byli rodzice?!
A w ogóle to na pewno Małkowski, Glik, Dudka, Mierzejewski, Peszko i Grosicki, bo "tak podali na nSport". Bzdura goni bzdurę i goniła będzie, póki nie znajdą się jednoznaczne dowody, czy to na potwierdzenie wersji piłkarzy, czy tabloidu.
A Franio bezradnie rozkłada ręce. Już chyba wie, że go wychujali. Podobno (cyt. za Weszło) w drodze na trening powiedział: "Jak nie ma zdjęcia, że dupa na dupie, że goła dupa na gołej dupie, to przegrają miliony". Dobry tatuś, który chce bronić swoich dzieci przed rodzicami ich kolegi, który oskarżył je o pobicie swojego synka. Gość nie ma dwóch zębów, ale dzieci twierdzą, że to nie oni, więc tatuś straszy sądem, bo ktoś śmie obrażać jego pociechy. Później okazuje się, że kochane dzieciaczki wszystko nagrały i wrzuciły na youtube'a. Bezstresowe wychowanie, kurwa jego mać.
I tylko Michała Żewłakowa żal. Jego pożegnanie w Pireusie to - jak mówił Wojciech Kowalczyk - jakby urządzić benefis Małysza w Sapporo. I jeszcze dwa dni przed nim napisać, że Stoch, Bachleda i Hula przed wyjazdem urządzili orgię. No fajnie, że Żewłakow cztery lata grał w Olympiakosie. Ale czy Tomasowi Zvirgzdauskasowi zorganizowano by pożegnanie z reprezentacją przy okazji meczu Polska-Litwa na Konwiktorskiej? Analogiczna sytuacja. Na trybunach w Grecji zabraknie m.in. jednej z najbliższych Michałowi osób - jego brata bliźniaka, Marcina, który w tym czasie będzie przygotowywał się do piątkowego meczu GKS-u Bełchatów. Ogólnie - zabraknie Polaków.
A jest kogo żegnać. Po szesnastu latach posuchy Polska dostała się na trzy z czterech kolejnych możliwych wielkich imprez, a kluczową postacią wszystkich trzech drużyn, które przebrnęły przez kwalifikacje, był właśnie Żewłakow. Na MŚ 2002, 2006 i Euro 2008 rozegrał łącznie osiem meczów. W sumie w kadrze zagrał 101 razy, przez dokładnie 7702 minuty. Gdyby w meczu z Grecją zagrał przez pięć kwadransów, reprezentacyjne występy zakończyłby z magiczną liczbą 7777 minut. Jego brat w "Cafe Futbol" sugerował, że takie właśnie były pierwotne ustalenia. Smuda w tajemnicy trzyma szczegóły pożegnania obrońcy, a sam zainteresowany wierzy selekcjonerowi, że "nie będzie po wiejsku". Wierzyć Smudzie, ech...

poniedziałek, 28 marca 2011

Cztery dziwki, a wyruchanych pięcioro

Piłkarze tupnęli koreczkami, powiedzieli: "foch!" i udają, że myślą o jutrzejszym meczu. Dziennikarze wiedzą, kto kogo w co posuwał, ale boją się napisać wprost, bo nie mają dowodów. Nazwiska sześciu wspaniałych krążą po internecie, podobno głośno podano je także w stacji nSport (nie wiem, czy to prawda, nie stać mnie na N). Ci!, którzy ponoć znają sprawę od podszewki, na przemian milczą i twierdzą, że ta internetowa szóstka, to nie ci. Afera żyje swoim życiem. A ja się nie wpierdalam, jak mawiał Janas.
Najgłupsi w całej sprawie okazali się zawodnicy. Większość mediów o domniemanych orgiach napisała dopiero w kontekście ich oświadczenia, a do newsa zamieszczonego w "Fakcie" portale i telewizje podeszły z dystansem. Ale piłkarze bojkotując całą prasę, od "Trybuny" po "Nasz Dziennik", ściągnęli nad swoje głowy miecz Damoklesa. Teraz już nie tylko "Fakt" będzie drążył sprawę, wszyscy będą węszyć, żeby dosrać gwiazdorkom. I nieważne, czy jutro w Pireusie dostaną kolejny wpierdol, czy wymęczą zwycięstwo, dziennikarzy będą mieli przeciwko sobie. 
Jeśli faktycznie są niewinni, powinni odpowiadać krótko, że nie mają ze sprawą nic wspólnego, a jutro na boisku zapierdalać i gryźć Greków po jajach. Wszystko, byle pokazać, że są maksymalnie skoncentrowani na grze, w drużynie jest zajebista atmosfera i że to faktycznie jacyś wstrętni dywersanci próbują ją psuć.
A jeśli seksafera, jak dumnie nazywają ją niektóre media, jest faktem, powinni dalej łgać w żywe oczy i iść w zaparte. I tak, jeśli doniesienia "Faktu" okażą się prawdą, zbłaźnili się swoim oświadczeniem o niewinności. I tak stracili twarze, a dalsze kłamanie byłoby jedynie konsekwencją w działaniu.
Jedynym, który powinien w zaistniałej sytuacji trzymać gębę na kłódkę, jest Franciszek Smuda. Żeby się nie skompromitować, żeby nie pierdolnąć kolejnej głupoty... Niestety, musiał wziąć udział w konferencji prasowej. I zamiast nie komentować sprawy, wygłosił płomienne oświadczenie, w którym opowiada, jak bardzo ufa piłkarzom i jeśli oni mówią, że jedyne stosunki jakie odbywali na zgrupowaniu, przeprowadzali przy użyciu swoich prawic, to on im wierzy. Franiu... Oni cię dymają mocniej niż te cztery kurwy. Z tą różnicą, że ty za świadczenie tych usług nie dostajesz żadnych bonusów. Jeśli okaże się, że 23 marca kadra faktycznie zagrała w ustawieniu 6-4-0, to jej trener wychodzi nawet nie na idiotę, tylko na naiwnego, oderwanego od rzeczywistości człowieczka. W trakcie zgrupowania o dwóch z tej medialnej szóstki wypowiadał się w samych superlatywach. Że obaj wygrzecznieli, że jednego nie poznaje, bo jest taki milusi, a drugi też bardzo zmądrzał, a poza tym 900 km do kasyna to za daleko.
Nie panujesz nad nimi, człowieku! Prosisz, grozisz, a oni za plecami dalej cię ruchają. Trener bez autorytetu nie jest w stanie zaprowadzić drużyny do niczego dobrego. Zwłaszcza drużyny bez ośmiu czołowych piłkarzy.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Dziennik "Fakt" zawiódł mnie dziś przeokrutnie. Najbardziej zdemoralizowany i mistrzowsko reżyserujący afery polski tabloid koncertowo spierdolił sprawę, która mogła zatrząść kadrą Smudy, a jakby to dobrze nakręcić, to i fotelikiem jej opiekuna. Gazeta gruchnęła newsem - na pozór - z dupy wyjętym, bez nazwisk, bez nazwy hotelu, bez danych prostytutek, bez zdjęć, słowem - bez żadnych konkretów. Sześciu piłkarzy, cztery kurwy, pięciogwiazdkowy apartament. Nie napisali, że to Adamiak Adam i Adamiak Adrian przywieźli luksusowym, czarnym Mercedesem o rejestracji PO 6969A do hotelu Hitlon w Poznaniu cztery prostytutki w wieku 18-21 lat i rżnęli je na zmianę w pierwszych 24 pozycjach kamasutry. To byłby news. Bez konkretów wyszło gówno.
I to gówno wyjątkowo mało klejące, bo - jak należało się tego spodziewać - piłkarze w oficjalnym oświadczeniu szybciutko zdementowali "Faktowe" plotki. Pojechali do Poznania, o 20 byli z powrotem w Grodzisku. Aaa nie, no skoro o 20 byli w Grodzisku, to wcześniej w Poznaniu nie mogli się ruchać, bo kto mądry rucha się przed 20, nie? Sprawy nie ma, "Fakt" znów coś wymyśla, znów ktoś chce mącić w kadrze.
No nie do końca. O sprawie napisało też Weszło! (i to już wczoraj), portal o tyle specyficzny, że z jednej strony nastawiony na opisywanie piłkarskich afer, a z drugiej mocno zaprzyjaźniony z piłkarzami. Im wyżej piłkarze postawieni, tym większa przyjaźń między Weszło a nimi. Skoro więc oni piszą, że z reprezentantami rozmawiali i znają szczegóły, to dla mnie reprezentacyjna bunga-bunga może być faktem, a nie "Faktem". Nie widzę żadnego powodu, dla którego Weszło miałoby pisać o sprawie, której nie było, i to w taki sposób, w jaki napisało. Oni bowiem też nie podają nazwisk, tłumacząc się dobrem piłkarzy i - o tempora, o mores - ich żon.
Weszło na ujawnieniu danych nie ma zbyt wiele do zyskania. Co prawda kładzie teraz na szali po jednej stronie zaufanie czytelników, a po drugiej informatorów i kolegów z reprezentacji, ale to nie od nieznanego większości społeczeństwa portalu ludzie bezwzględnie oczekują krwi. "Fakt" bez podania nazwisk i innych konkretów tylko traci. Był news, jest oświadczenie grajków, plotka, która miała zatrząść Polską, została zdementowana. I co z tego, że zdementowana była w sposób płytki i naiwny? "Fakt" ma w kraju opinię, jaką ma, większość ludzi na ich "afery" patrzy z przymrużeniem oka, zwłaszcza takie - oparte na zeznaniach ANONIMOWEGO świadka. 
Dlatego nie wierzę, by "Fakt" dysponując szczegółowymi informacjami, nie ujawnił ich jutro. W ciągu najbliższych kilku dni możemy spodziewać się nie tylko nazwisk piłkarzy, ale i zdjęć, wizualizacji, zeznań prostytutek i hotelowych pokojówek, opinii Antoniego Piechniczka, a nawet moralnej oceny takich zachowań w wykonaniu Stanisława Dziwisza. Bomba z gównem wybuchnie albo tuż przed, albo zaraz po nieuniknionej porażce z Grecją. Jak daleko polecą gówniane kawałki?
Trudno dziwić się, że Smuda i kierownictwo kadry próbują tuszować aferę. Mówimy o sześciu piłkarzach, podobno bez większości z nich trudno wyobrazić sobie reprezentację. Jeśli z kadry wyrzucono Boruca, Żewłakowa, Peszkę i Iwańskiego za wydarzenia, których dopuścili się de facto PO zgrupowaniu, to podobna kara powinna czekać za naruszanie regulaminu W TRAKCIE zgrupowania, dwa dni PRZED meczem z Litwą. Okej, każdemu wolno iść na kurwy. Nie każdego stać, ale każdemu wolno. Tylko że kadrowicze w trakcie zgrupowania mają przygotowywać się do godnego reprezentowania Polski. Nie są prywatnymi Adamiakami, tylko ludźmi, którzy mają jak najlepiej wypaść w koszulce z białym orłem. Trudno przypuszczać, by lud nie domagał się głów tych, którzy dopuścili się w tym czasie kontaktów z nierządnicami. Tym bardziej, że - jeśli oczywiście te informacje się potwierdzą - oświadczeniem o swojej niewinności skompromitowali się i stracili wiarygodność.
Pytanie tylko - czy naprawdę jesteśmy tak bogatym piłkarsko narodem, żeby zamykać drogę do kadry ośmiu potencjalnym zawodnikom pierwszej jedenastki? Boruc u Dyzmy nie pogra, Żewłakowa zmuszono do zakończenia reprezentacyjnej kariery. Teraz dojść do tego miałoby kolejnych sześciu? Nie jesteśmy Brazylią, żeby lekką rączką odsuwać gwiazdorów od drużyny.
A czemu odpowiedzialnością obarczać tylko piłkarzy? Skoro nie trafiają do nich prośby, groźby, a nawet dyskwalifikacje niedawnych kolegów z reprezentacji, skoro dalej czują się bezkarni, to chyba dowód jak niepoważnie traktują człowieka, który stoi nad nimi i który porządku na zgrupowaniach powinien pilnować. Czy Smudę da się w ogóle poważnie traktować, czy może stracił resztki autorytetu? Czy ktoś taki może w jakikolwiek sposób trafić do piłkarzy?
Ferowanie wyroków teraz jest jednak bez sensu. Po pierwsze, może się okazać, że cała akcja jest jednak wyssana z palca, że ktoś dał się komuś podpuścić, że ktoś z kogoś zażartował. Po drugie, jeśli reprezentacyjna orgia okaże się faktem, trzeba poczekać na ujawnienie uczestników tej zabawy. Bo jeśli bohaterami mieliby być Kaczmarek, Sadlok, Glik, Wołąkiewicz, Pawłowski i Kucharczyk, to lepszej okazji by ich wypierdolić może nie być.

sobota, 26 marca 2011

To ci powiem, że jesteś w czarnej dupie...


To były pierwsze słowa, które przyszły mi do głowy, kiedy przeczytałem nagłówek na Onecie: "Franciszek Smuda: zagrali najlepiej jak potrafili". Przeczytałem i od razu zobaczyłem scenę z jakiejś - najpewniej chujowej - polskiej komedii, której nie oglądałem i której tytułu nie podam. Siedzi sobie Tomasz Karolak w jacuzzi i odsłaniając swoją diastemę, z szyderczym uśmiechem na ustach mówi do Adamczyka (nie mylić z Adamiec, Aldoną): "To ci powiem, że jesteś w czarnej dupie".
Ty też, Franciszku, jesteś w czarnej dupie. Łomot spuściła nam Litwa, szybsze od naszych były stroje Hummela, ogrywały nas takie światowe tuzy, jak Kęstutis Ivaškevičius, gola nie potrafiliśmy strzelić nawet Ernestasowi Šetkusowi, a selekcjoner mówi, że Polacy zagrali najlepiej, jak potrafili?! Ci sami Polacy, którzy na co dzień dają sobie dobrze radę w Ligue 1 czy Bundeslidze, wczoraj byli w swojej optymalnej dyspozycji? Coś tu nie gra.
Reprezentacja to zbiór teoretycznie najlepszych ludzi w danej dziedzinie. Piłkarską reprezentację Polski stanowić więc powinni najlepsi polscy piłkarze. To truizm, ale trzeba przy tej okazji postawić pytanie: czy tych 17 mężczyzn, którzy biegali po pastwisku w Kownie było siedemnastoma najlepszymi piłkarzami w 38-milionowym narodzie? Jeśli nie, to dlaczego osoba odpowiedzialna za ich dobór, nie wybrała najlepszych? A jeśli ci faktycznie byli najlepsi, to dlaczego - zakładając, że istotnie "zagrali najlepiej, jak potrafili" - przegrali z reprezentacją kraju mniejszego, o mniejszych tradycjach i potencjale? Może osoba odpowiedzialna za ich przygotowanie dała dupy?
Ten tok rozumowania prowadzi nas nieubłaganie do następującego wniosku: winny jest albo selekcjoner - czyli ktoś, kto ich wybrał - albo trener, który miał ich poukładać, przygotować taktycznie i mentalnie. Panie Smuda, kiepskie newsy: pan jest i jednym, i drugim!
"Nie chcemy wszystkiego tłumaczyć boiskiem, na którym było łatwiej się bronić i kontrować niż grać atak pozycyjny. Nie ma takiego tłumaczenia" - mówi dalej Smuda. Nie ma takiego bicia, trenerze. Skoro nie chcemy tłumaczyć tego boiskiem, to tego nie róbmy. Uderzmy się w piersi, powiedzmy: cholera, przeliczyłem się. Kadra to nie jest klub, nie mam graczy pod kontrolą 24/7, może w ciągu kilku dni zgrupowania nie umiem do nich dotrzeć? Może powinienem odejść, zanim spierdolę coś tak, że nie da się już tego odwrócić?
Panie trenerze, to już naprawdę ostatnia chwila...
PS. Smuda wieszczy też, że "we wtorek w meczu El. Euro 2012 Hiszpanom nie będzie łatwo na tym trudnym terenie". Zadzwońcie może do kogoś z kadry Mistrzów Świata i powiedzcie im, żeby nie zapomnieli tych magicznych getrów! "Tygodnik Kibica" i firma Castrol wyliczyły, że używając ich, Polacy byliby szybsi o 6,9% i dokładniejsi o 8,8%. Pan Hiszpan ze studia TVP potwierdza!

piątek, 25 marca 2011

Na Euro słabszych niż Litwa nie będzie...


Franciszek Smuda powinien być po meczu z Litwą zadowolony. Ma teraz kolejny argument dla krytyków powoływania Arboledy, Perquisa, Kolodziejczaka, Cionka i innych odpadów narodowościowych. Nie mamy obrony. Nie i chuj. Musimy kupczyć obywatelstwem, bo ci, których już mamy, są do dupy. No panie, popatrz pan na Głowackiego. Wszyscy krzyczeli, żeby go powołać, że niby taki fajny. Powołałem, i co? Zawalił dwie bramki. Tego Glika to sam nie wiem, skąd wziąłem. No bez Arboledy ani rusz. I nie mówcie, że są gdzieś jacyś młodzi! Niech pan mi powie, gdzie są? Pokaż mi pan jakiegoś, przecież jestem tylko selekcjonerem, nie muszę wszystkich znać, bo musiałbym wtedy jeździć po Polsce i obserwować! Że Żewłakowa mogłem nie wywalać? Ja tu jestem selekcjonerem, nie drap się pan po nieswoich jajach...
Atak wygląda odrobinę lepiej, niż obrona. Ale próżno szukać tu wysublimowanej myśli taktycznej. Po prostu z przodu mamy niezłych (tak, naprawdę niezłych!) piłkarzy, którzy jakoś to sobie rozgrywali. Ale kiedy dochodziło do sytuacji strzeleckich, zawodnicy Borussii i Lille obsrywali się przed obrońcami Jagiellonii i bramkarzem Gaziantepsporu. I nie wszystko da się, panie Darku, zwalić na to, że Litwini mieli getry. Myślę, że Polaków też na taki cud techniki byłoby stać, chociaż ich sponsorem jest Biedronka - sklep dla najuboższych. Aha, i jeszcze jedno, panie Darku. "Litwini lepiej przygotowali się na grę na piachu"? Klepisko nie było brzydsze, niż to na Łazienkowskiej, na którym ugościliśmy Rumunów. Oni, zamiast biadolić, wzięli się do gry, strzelili, wygrali, pojechali. Tyle.
Ludzie, którzy łudzicie się, że na Euro ze Smudą może być dobrze, przejrzyjcie na oczy. Wpierdol spuściła nam Litwa, której połowa zawodników gra w tak krytykowanej przez wszystkich, polskiej Ekstraklasie. Jeszcze gorsza informacja jest taka, że tak słabych drużyn na Euro 2012 nie będzie! Jak skrupulatnie wyliczył "Tygodnik Kibica", szykuje się na wpierdol potrójny. Skąd więc czerpać optymizm?
Na odpowiedź czekałem prawie cały pojedynek. Po drugiej bramce dla Litwy nie mogłem doczekać się pomeczowego wywiadu z trenerem. On zawsze znajdzie coś optymistycznego, wytłumaczy, dlaczego wpierdol nie jest wpierdolem. Dzięki reklamie wspomnianego wyżej dyskontu spożywczego już w przerwie mogłem zobaczyć jego nieskalane myślą oblicze. Swoją drogą, ta reklama to mistrzostwo świata. Trener, w którego powołaniach nie można na co dzień doszukać się żadnej logiki, w spocie powołuje jakichś z dupy (a raczej z książki telefonicznej) wyjętych zawodników. Gdyby to był któryś bardziej rozgarnięty szkoleniowiec, można by doszukiwać się daleko posuniętej autoironii. A tak - PR-owy strzał w stopę. Franiu, jaj już dawno nie masz, a teraz jeszcze dajesz ostrzeliwać sobie kończyny...
Niestety, wywiadu po meczu nie było. Smuda chyba już nawet nie chciał udawać, że jest dobrze, albo musiał wymyślić jakieś pozytywy, bo na żywo ich nie widział. Ale bez obaw, na pewno rychło coś chlapnie.

Jak wygramy, to się schlamy


Telewizja Orange Sport zamieściła na swojej stronie internetowej zapis wywiadu, czy raczej pseudokonferencji prasowej z Franciszkiem Smudą, nagrany podczas zgrupowania kadry w Grodzisku Wielkopolskim. Pan trener nigdy nie był przesadnie milusi dla dziennikarzy, w końcu nie jest miękkim chujem robiony, ale teraz wydawał się wyjątkowo podkurwiony. Nie chcę bynajmniej bronić pismaków, bo Smuda i tak ma za dobrą prasę. Nerwowe reakcje trenera - mimo ostatnich, było nie było, nie najgorszych wyników - mogą wskazywać jednak, że nie jest on już tak pewny siebie i tego co robi. Może widzi, że jego koncepcja drużyny nie trzyma się kupy i wie, że Euro skończy się klapą?
Co do samych wypowiedzi Franza, to szczególnie spodobały mi się dwie.
"Z waszej strony będzie zawsze źle, bo za mało, za niska wygrana. Jak przegramy - słabo graliście."
No tak. Bo lepiej jest cały czas pierdzieć, że jest dobrze. Wygraliśmy po słabej grze - "najważniejszy jest wynik", "potrzebowaliśmy tego zwycięstwa", "styl gry nie jest istotny, liczy się zwycięstwo". Przegraliśmy - "wyniki się nie liczą", "ta porażka była wkalkulowana", "wygrywać, to ja chcę na Euro", "teraz nie jest czas na zwycięstwa, tylko na sprawdzanie ustawienia"... Czyż nie? Smuda woli zaklinać rzeczywistość i w każdym chujowym meczu doszukiwać się pozytywów. A wstrętne pismaki piszą, jak jest. Jak mawiał klasyk - od tego oni są, od tego są oni, od tego są.
"U was jest tak - jak ktoś kopnie prosto, czy parę bramek strzeli, to od razu musi być reprezentantem."
O kim to? O Kucharczyku? Wilku? Kaczmarku? Nie, ta wypowiedź dotyczy Przemysława Kaźmierczaka, który w tym sezonie jako defensywny pomocnik strzelił osiem bramek. Osiem. O pięć więcej niż napastnik Kucharczyk, dwa razy tyle, co ofensywny Mierzejewski. Owszem, piłkarza na jego pozycji nie rozlicza się ze strzelania bramek, ale z defensywnymi obowiązkami też radzi sobie bez zarzutu, a ofensywne zapędy działają w jego przypadku tylko na plus. Poza tym, nie jest to jakiś gówniarz znikąd, ma na swoim koncie występy w Porto, Boaviście, Derby, teraz od dłuższego czasu prezentuje dobry, równy poziom w Ekstraklasie. Grał w reprezentacji u Janasa i Beenhakkera, więc gra z orzełkiem na piersi też nie byłaby dla niego pierwszyzną. No ale Smudzie "nie pasuje do koncepcji", bo w kadrze są przecież "Oponka" Murawski i Wilk. Tego ostatniego nie rozumiem najbardziej. Fajny, młody, ambitny, ogarnia temat, pewnie będzie podporą kadry w eliminacjach MŚ 2014. Ale teraz? W kadrze gra częściej niż w Wiśle. Poza tym, chyba w chwili obecnej znaleźliby się od niego lepsi. Czyżby to nie był przypadkiem przykład gościa, który "prosto kopnął i od razu musiał być reprezentantem"? Kto go powołał? Dziennikarze? Czy selekcjoner?
Za trzy godziny kadra Smudy gra z Litwą. Litwini pewnie puszczą mecz, żeby nie zmęczyć się zbytnio przed spotkaniem z Hiszpanią. Czyżby kolejne "ważne zwycięstwo" na drodze do Euro? Czy jednak, w przypadku porażki, "kolejna cenna nauka, z której wyciągniemy wnioski na przyszłość"? Jak śpiewają kibice - jak wygramy, to się schlamy, jak przegramy, też się schlamy, jak zremisujemy, to się najebiemy. Co nie, Sławku?

wtorek, 22 marca 2011

Kaczmarek? A może by tak Dudka?

Wojciech Kaczmarek na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Tej prawdziwej, powołanej w terminie FIFA. Tej teoretycznie pierwszej, najlepszej, szykowanej na Euro. Sandomierski, Małkowski, Kaczmarek - oto trzech najlepszych obecnie polskich bramkarzy. Are you fucking kiddin' me?! Oczywiście, wiadomo, kontuzje. Byłby Szczęsny, byłby Fabiański, byłby Tytoń...
A co by było, gdyby jednak ich nie było? Trzy kontuzje zdarzyły się akurat w marcu 2011 roku, ale kto zagwarantuje, że trzech zawodników na tej pozycji nie wypadnie z kadry za 15 miesięcy? Bluzę z numerem 1 dostanie Grzegorz Sandomierski i to jeszcze można ogarnąć umysłem. Fajny, wysoki bramkarz, ze znakomitym refleksem, bez wątpienia najlepszy obecnie bramkarz Ekstraklasy. Sebastian Małkowski to melodia przyszłości, w zeszłym sezonie wygryzł z bramki Lechii Pawła Kapsę i błysnął talentem, broniąc m.in. kilka rzutów karnych w lidze i Pucharze Polski. Ale czy naprawdę, gdyby Euro było dziś, Artur Boruc i Tomasz Kuszczak mieliby pełnić rolę ekspertów w studio, a na ławce reprezentacji siedziałby Wojciech Kaczmarek, lat 29? W 2010 roku solidnie grzał ławę Marianowi Kelemenowi w Śląsku, teraz przeszedł do najsłabszej w lidze Cracovii i pomógł jej nie przegrać w czterech meczach. Zgoda, w trzech z nich nie puścił bramki, a w meczu z Legią też wybronił to, co mógł. Ale czy to predestynuje go do tytułu "reprezentanta"?
Kiedyś selekcjoner kadry wybierał spomiędzy golkiperów Realu, Celticu, Manchesteru United i Arsenalu. Dziś na zgrupowaniu mamy bramkarzy Jagiellonii, Lechii i Cracovii, chociaż w klubach wymienionych w poprzednim zdaniu wciąż mamy swoich reprezentantów (Boruc zamienił Glasgow na niewiele słabszą Fiorentinę, ale w Celticu pozostał Łukasz Załuska). Czy w razie plagi kontuzji przed Mistrzostwami Europy Smuda dalej unosiłby się dumą (bo słowo 'honor' jest tu chyba nie na miejscu), czy może wobec "pożaru w dupie" przeprosiłby się z bramkarzami czołowych europejskich klubów? Bo tego, że Wojciech Kaczmarek umie więcej niż Artur Boruc i Tomasz Kuszczak, chyba nawet taki kłamczuch jak Franz nie będzie w stanie udowodnić.
Spośród golkiperów wymienionych zespołów z kontynentalnego topu celowo na koniec zostawiłem bramkarza Realu. W to, że Jerzy Dudek pojedzie na Euro, nie wierzy już nawet on sam, a trudno przypuszczać, by po Mistrzostwach ktokolwiek myślał poważnie o powołaniu 39-latka, nawet gdyby zaczął regularnie grać w jakimś klubie. Ergo - jeden z najlepszych polskich bramkarzy w historii już w reprezentacji nie zagra. Czy nie należy mu się sześćdziesiąty mecz w kadrze, dzięki któremu znalazłby się w gronie "Wybitnych Reprezentantów Polski"? W meczu z Grecją ostatni występ zanotuje Michał Żewłakow. Czy obok niego nie można by pożegnać również Dudka? Kaczmarek tak czy inaczej nie pojawi się na boisku, tak jak wcześniej nie pojawili się Kaniecki (całe szczęście, bo nie chcę doczekać dnia, w którym chłopaczek z trzema czy czterema występami w lidze, bez strony na polskiej Wikipedii, zadebiutuje w kadrze) czy Małkowski. A Dudek mógłby zagrać minutę, kwadrans, połowę, zaliczyć występ, dostać kwiaty, uścisk dłoni prezesa i cześć. Nie lepiej wyróżnić występem kogoś zasłużonego, zamiast na siłę kreować reprezentantów? Franiu, pomyśl...