piątek, 25 marca 2011

Jak wygramy, to się schlamy


Telewizja Orange Sport zamieściła na swojej stronie internetowej zapis wywiadu, czy raczej pseudokonferencji prasowej z Franciszkiem Smudą, nagrany podczas zgrupowania kadry w Grodzisku Wielkopolskim. Pan trener nigdy nie był przesadnie milusi dla dziennikarzy, w końcu nie jest miękkim chujem robiony, ale teraz wydawał się wyjątkowo podkurwiony. Nie chcę bynajmniej bronić pismaków, bo Smuda i tak ma za dobrą prasę. Nerwowe reakcje trenera - mimo ostatnich, było nie było, nie najgorszych wyników - mogą wskazywać jednak, że nie jest on już tak pewny siebie i tego co robi. Może widzi, że jego koncepcja drużyny nie trzyma się kupy i wie, że Euro skończy się klapą?
Co do samych wypowiedzi Franza, to szczególnie spodobały mi się dwie.
"Z waszej strony będzie zawsze źle, bo za mało, za niska wygrana. Jak przegramy - słabo graliście."
No tak. Bo lepiej jest cały czas pierdzieć, że jest dobrze. Wygraliśmy po słabej grze - "najważniejszy jest wynik", "potrzebowaliśmy tego zwycięstwa", "styl gry nie jest istotny, liczy się zwycięstwo". Przegraliśmy - "wyniki się nie liczą", "ta porażka była wkalkulowana", "wygrywać, to ja chcę na Euro", "teraz nie jest czas na zwycięstwa, tylko na sprawdzanie ustawienia"... Czyż nie? Smuda woli zaklinać rzeczywistość i w każdym chujowym meczu doszukiwać się pozytywów. A wstrętne pismaki piszą, jak jest. Jak mawiał klasyk - od tego oni są, od tego są oni, od tego są.
"U was jest tak - jak ktoś kopnie prosto, czy parę bramek strzeli, to od razu musi być reprezentantem."
O kim to? O Kucharczyku? Wilku? Kaczmarku? Nie, ta wypowiedź dotyczy Przemysława Kaźmierczaka, który w tym sezonie jako defensywny pomocnik strzelił osiem bramek. Osiem. O pięć więcej niż napastnik Kucharczyk, dwa razy tyle, co ofensywny Mierzejewski. Owszem, piłkarza na jego pozycji nie rozlicza się ze strzelania bramek, ale z defensywnymi obowiązkami też radzi sobie bez zarzutu, a ofensywne zapędy działają w jego przypadku tylko na plus. Poza tym, nie jest to jakiś gówniarz znikąd, ma na swoim koncie występy w Porto, Boaviście, Derby, teraz od dłuższego czasu prezentuje dobry, równy poziom w Ekstraklasie. Grał w reprezentacji u Janasa i Beenhakkera, więc gra z orzełkiem na piersi też nie byłaby dla niego pierwszyzną. No ale Smudzie "nie pasuje do koncepcji", bo w kadrze są przecież "Oponka" Murawski i Wilk. Tego ostatniego nie rozumiem najbardziej. Fajny, młody, ambitny, ogarnia temat, pewnie będzie podporą kadry w eliminacjach MŚ 2014. Ale teraz? W kadrze gra częściej niż w Wiśle. Poza tym, chyba w chwili obecnej znaleźliby się od niego lepsi. Czyżby to nie był przypadkiem przykład gościa, który "prosto kopnął i od razu musiał być reprezentantem"? Kto go powołał? Dziennikarze? Czy selekcjoner?
Za trzy godziny kadra Smudy gra z Litwą. Litwini pewnie puszczą mecz, żeby nie zmęczyć się zbytnio przed spotkaniem z Hiszpanią. Czyżby kolejne "ważne zwycięstwo" na drodze do Euro? Czy jednak, w przypadku porażki, "kolejna cenna nauka, z której wyciągniemy wnioski na przyszłość"? Jak śpiewają kibice - jak wygramy, to się schlamy, jak przegramy, też się schlamy, jak zremisujemy, to się najebiemy. Co nie, Sławku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz