poniedziałek, 28 marca 2011

Bomba z opóźnionym zapłonem

Dziennik "Fakt" zawiódł mnie dziś przeokrutnie. Najbardziej zdemoralizowany i mistrzowsko reżyserujący afery polski tabloid koncertowo spierdolił sprawę, która mogła zatrząść kadrą Smudy, a jakby to dobrze nakręcić, to i fotelikiem jej opiekuna. Gazeta gruchnęła newsem - na pozór - z dupy wyjętym, bez nazwisk, bez nazwy hotelu, bez danych prostytutek, bez zdjęć, słowem - bez żadnych konkretów. Sześciu piłkarzy, cztery kurwy, pięciogwiazdkowy apartament. Nie napisali, że to Adamiak Adam i Adamiak Adrian przywieźli luksusowym, czarnym Mercedesem o rejestracji PO 6969A do hotelu Hitlon w Poznaniu cztery prostytutki w wieku 18-21 lat i rżnęli je na zmianę w pierwszych 24 pozycjach kamasutry. To byłby news. Bez konkretów wyszło gówno.
I to gówno wyjątkowo mało klejące, bo - jak należało się tego spodziewać - piłkarze w oficjalnym oświadczeniu szybciutko zdementowali "Faktowe" plotki. Pojechali do Poznania, o 20 byli z powrotem w Grodzisku. Aaa nie, no skoro o 20 byli w Grodzisku, to wcześniej w Poznaniu nie mogli się ruchać, bo kto mądry rucha się przed 20, nie? Sprawy nie ma, "Fakt" znów coś wymyśla, znów ktoś chce mącić w kadrze.
No nie do końca. O sprawie napisało też Weszło! (i to już wczoraj), portal o tyle specyficzny, że z jednej strony nastawiony na opisywanie piłkarskich afer, a z drugiej mocno zaprzyjaźniony z piłkarzami. Im wyżej piłkarze postawieni, tym większa przyjaźń między Weszło a nimi. Skoro więc oni piszą, że z reprezentantami rozmawiali i znają szczegóły, to dla mnie reprezentacyjna bunga-bunga może być faktem, a nie "Faktem". Nie widzę żadnego powodu, dla którego Weszło miałoby pisać o sprawie, której nie było, i to w taki sposób, w jaki napisało. Oni bowiem też nie podają nazwisk, tłumacząc się dobrem piłkarzy i - o tempora, o mores - ich żon.
Weszło na ujawnieniu danych nie ma zbyt wiele do zyskania. Co prawda kładzie teraz na szali po jednej stronie zaufanie czytelników, a po drugiej informatorów i kolegów z reprezentacji, ale to nie od nieznanego większości społeczeństwa portalu ludzie bezwzględnie oczekują krwi. "Fakt" bez podania nazwisk i innych konkretów tylko traci. Był news, jest oświadczenie grajków, plotka, która miała zatrząść Polską, została zdementowana. I co z tego, że zdementowana była w sposób płytki i naiwny? "Fakt" ma w kraju opinię, jaką ma, większość ludzi na ich "afery" patrzy z przymrużeniem oka, zwłaszcza takie - oparte na zeznaniach ANONIMOWEGO świadka. 
Dlatego nie wierzę, by "Fakt" dysponując szczegółowymi informacjami, nie ujawnił ich jutro. W ciągu najbliższych kilku dni możemy spodziewać się nie tylko nazwisk piłkarzy, ale i zdjęć, wizualizacji, zeznań prostytutek i hotelowych pokojówek, opinii Antoniego Piechniczka, a nawet moralnej oceny takich zachowań w wykonaniu Stanisława Dziwisza. Bomba z gównem wybuchnie albo tuż przed, albo zaraz po nieuniknionej porażce z Grecją. Jak daleko polecą gówniane kawałki?
Trudno dziwić się, że Smuda i kierownictwo kadry próbują tuszować aferę. Mówimy o sześciu piłkarzach, podobno bez większości z nich trudno wyobrazić sobie reprezentację. Jeśli z kadry wyrzucono Boruca, Żewłakowa, Peszkę i Iwańskiego za wydarzenia, których dopuścili się de facto PO zgrupowaniu, to podobna kara powinna czekać za naruszanie regulaminu W TRAKCIE zgrupowania, dwa dni PRZED meczem z Litwą. Okej, każdemu wolno iść na kurwy. Nie każdego stać, ale każdemu wolno. Tylko że kadrowicze w trakcie zgrupowania mają przygotowywać się do godnego reprezentowania Polski. Nie są prywatnymi Adamiakami, tylko ludźmi, którzy mają jak najlepiej wypaść w koszulce z białym orłem. Trudno przypuszczać, by lud nie domagał się głów tych, którzy dopuścili się w tym czasie kontaktów z nierządnicami. Tym bardziej, że - jeśli oczywiście te informacje się potwierdzą - oświadczeniem o swojej niewinności skompromitowali się i stracili wiarygodność.
Pytanie tylko - czy naprawdę jesteśmy tak bogatym piłkarsko narodem, żeby zamykać drogę do kadry ośmiu potencjalnym zawodnikom pierwszej jedenastki? Boruc u Dyzmy nie pogra, Żewłakowa zmuszono do zakończenia reprezentacyjnej kariery. Teraz dojść do tego miałoby kolejnych sześciu? Nie jesteśmy Brazylią, żeby lekką rączką odsuwać gwiazdorów od drużyny.
A czemu odpowiedzialnością obarczać tylko piłkarzy? Skoro nie trafiają do nich prośby, groźby, a nawet dyskwalifikacje niedawnych kolegów z reprezentacji, skoro dalej czują się bezkarni, to chyba dowód jak niepoważnie traktują człowieka, który stoi nad nimi i który porządku na zgrupowaniach powinien pilnować. Czy Smudę da się w ogóle poważnie traktować, czy może stracił resztki autorytetu? Czy ktoś taki może w jakikolwiek sposób trafić do piłkarzy?
Ferowanie wyroków teraz jest jednak bez sensu. Po pierwsze, może się okazać, że cała akcja jest jednak wyssana z palca, że ktoś dał się komuś podpuścić, że ktoś z kogoś zażartował. Po drugie, jeśli reprezentacyjna orgia okaże się faktem, trzeba poczekać na ujawnienie uczestników tej zabawy. Bo jeśli bohaterami mieliby być Kaczmarek, Sadlok, Glik, Wołąkiewicz, Pawłowski i Kucharczyk, to lepszej okazji by ich wypierdolić może nie być.

2 komentarze: