środa, 7 września 2011

Jak ja was, kurwy, nienawidzę!

Sponsorem dzisiejszej notki jest pan Paweł Kukiz. To jego piosenka była inspiracją tytułu i motywu przewodniego. Adresatem lirycznym zaś jest, o dziwo, Franciszek Smuda oraz Zarząd PZPN, czy szerzej, wszyscy ludzie odpowiedzialni za dobro polskiej piłki nożnej. Niektóre zarzuty tyczą się wprost selekcjonera, inne bezpośrednio osób odpowiedzialnych za organizację meczów i sprawowanie pieczy nad kadrą narodową. Nie chcę jednak swoich żali adresować personalnie. Każdy z was dołożył swoją cegiełkę do tego, bym musiał popełnić ten emocjonalny wpis.
Jak ja was, kurwy, nienawidzę!
Nienawidzę za to, że od dłuższego czasu o drużynie grającej z białym orłem na piersi mówię "drużyna Smudy", a nie "reprezentacja Polski". Nienawidzę za to, że emocjonuję się meczami koszykarzy, szczypiornistów, występami lekkoatletów, nie mówiąc o siatkarzach, a piłkarzy zamiatam wiatrem spod kutasa. Nienawidzę za to, że - ku zdziwieniu mojej matki, która przypadkiem rzuciła okiem na mecz z Meksykiem - cieszyłem się z bramki Chicharito. Nienawidzę za to, że byłem jedyną osoba w pubie, która twierdziła, że karny dla Niemców był słuszny i jedyną, która w geście triumfu podniosła rękę po bramce Cacau. Nienawidzę za to, że swojego ósmego dziś piwa nie piję w intencji sukcesu na Euro, nie z okazji dwóch bramek strzelonych trzeciej drużynie świata, a z tytułu tego, że Franciszek Smuda NIE ZAPISZE SIĘ W HISTORII jako pierwszy selekcjoner, który pokonał faworyzowanych Niemców! Jakaż to by była niesprawiedliwość! Kazimierz Górski - najpierw przegrana w Warszawie, później - również przegrany - dramat na wodzie. Gmoch? Marne 0-0. Piechniczek i Kulesza? Gładko po piździe. Janas i Beenhakker? Dobrze żarło, a zdechło - w dupę na najważniejszych imprezach. I wbrew opiniom - zwłaszcza o Piechniczku, Janasie czy Beenhakkerze - Smuda nie jest godzien, by wyżej wymienionym wiązać sznurówki, czy raczej podawać tabliczkę do rysowania taktyki. Gott sei dank, że tak pozwolę sobie napomknąć po niemiecku, że ten Brazylijczyk w niemieckiej koszulce posłał piłkę do bramki Szczęsnego! Ach, jakże ten łysiejący trenerzyna bez matury skakałby z radości, jak byłby ubóstwiany w bezkrytycznej prasie po tym zwycięstwie! Zwycięstwie, na które drużyna podająca się za reprezentację Polski zasłużyła tak, jak Wisła w tym roku na Ligę Mistrzów. Opa! Zesrało się jedno i drugie!
Jak ja was, kurwy, nienawidzę!
Nienawidzę za to, że lwią część tzw. reprezentacji Polski tworzą jacyś bliżej niezidentyfikowani mieszańcy. Damien Perquis - ekstra, mamy dziurę na środku obrony (bo nie ma Arboledy, hihi). Dlatego powołajmy Francuza, jest nam niezbędny! Co z tego, że Sochaux miało najgorszą defensywę w ostatnim sezonie Ligue 1? Co z tego, że sam skrót meczu eliminacji Ligi Europy, w którym drużyna Perquisa została rozbita przez Metalist Charków 0-4, pokazuje, w jakiej formie jest - podobno - zbawiciel polskiej reprezentacji? Gdyby takie mecze jak on zaliczyli Dudka albo Głowacki, tygodniami byliby obśmiewani na różnych tematycznych portalach. Że o Gliku i Jodłowcu nie wspomnę, bo z nich i tak wszyscy się śmieją. Dziś wylewam złość na Perquisie (jak bym nie napisał jego nazwiska, autokorekta mi je podkreśla... dziwne, nie? Bo np. Wojtkowiak, Madera albo Augustyn pozostają bez czerwonego wężyka... Przypadek? Nie sądzę.), ale równie dobrze mógłbym uderzyć w Obraniaka (dwa lata w kadrze, ani słowa po polsku, elo!), Boenischa (dwa lata bez kolana, zanim zagra w rezerwach Werderu, dostanie szansę w kadrze, elo!), czy Polanskiego (41% celnych podań w niemieckim średniaku, zresztą w sumie to woli Niemcy, elo!). A do tego selekcjoner padający na kolana przed reprezentantem Izraela (Melikson stracony, ale Ohayon i Kahlon wciąż do wzięcia - działaj Franiu, działaj!). Parafrazując niedoszłego reprezentanta - to jeśt Polska? To nie jeśt Polska!
Jak ja was, kurwy, nienawidzę!
Nienawidzę za to, że obrzydziliście mi polską kadrę. W piłce siedzę od Mistrzostw Świata France '98. Od tego czasu futbol to moje życie. W tym samym roku jechałem do babci do innego miasta tylko po to, żeby obejrzeć mecz Bułgaria-Polska, bo moja kablówka nie miała do niego dostępu. Na pamięć znałem teksty komentatorów ze sparingów z Maltą czy Finlandią z 1999 roku. Bramkę Kryszałowicza strzeloną Holendrom przed Euro 2000 mógłbym ze szczegółami rozrysować o 3.26, a niestrzelony karny Juskowiaka z Kijowa śni mi się po nocach. Podobnie zresztą jak gol Karwana z Oslo z 2001 roku i zwycięstwo w rewanżu z Norwegią, dające nam awans na MŚ. Pamiętam skracane lekcje w trakcie World Cup 2002, by móc obejrzeć polskie porażki z Koreą i Portugalią, a także szwedzko-łotewską zmowę, eliminującą nas z Euro 2004, przed którym zresztą puknęliśmy przyszłych Mistrzów Europy. Pamiętam całkiem pewny awans na Mistrzostwa Świata w 2006 roku i spektakularną klapę w Niemczech. Dobrze wspominam Beenhakkera, o którym zresztą pisałem pracę dyplomową. To było moje 12 lat z reprezentacją Polski. Nawet, kiedy biało-czerwoni grali gówno, byłem za nimi całym sercem. Nawet przed meczem w Mariborze stawiałem na nich grubą kasę, ślepo wierząc w ich sukces. Naprawdę, wierzyłem zawsze! A teraz?
Mecze kadry nie są dla mnie żadnym świętem. Czasem oglądam je, bo wypada, czasem bo trzeba, a czasem po prostu mam ochotę. A czasem mam wyjebane. Tak zwyczajnie po ludzku - wyjebane. Wolę iść na piwo/rower/siłownię/cokolwiek. Parę lat temu było to nie do pomyślenia, nawet gówniany sparing ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi był dla mnie ważnym elementem tygodniowego grafiku. Teraz przez całą atmosferę wokół kadry, przez piłkarzy w niej grających, przez dewaluację pojęcia reprezentanta, przez przygłupiego selekcjonera, przez kupczenie obywatelstwem, przez mylenie wódki z zapojką przez czołowych działaczy PZPN, jakoś się to wszystko zesrało. Jak mówił Wokulski, "dziwna rzecz, jak mnie to wszystko mało obchodzi". I dlatego was, kurwy, nienawidzę!
Jak ja was, kurwy, nienawidzę!
Nienawidzę za to, że dziś serdecznie wypierdoliłem w mecz Polska - Niemcy. Parę lat temu mogłem tylko pomarzyć o tym, żeby w moim mieście zagrała reprezentacja Polski. To były te lata Wójcika, Engela, Janasa, Beenhakkera... Pamiętam, kiedy w Gdańsku zaczęła rosnąć Baltic vel PGE Arena. Mówiliśmy z ziomkami: fajnie, ale rosną te stadiony w całym kraju, jest gdzie grać, dobrze by było, jak byśmy raz na rok dostali jakiś mecz z San Marino, czy z kimś tam. Dziś w moim mieście graliśmy z Niemcami, trzecią drużyną świata, a ja nawet nie pomyślałem o kupnie biletu. Bo i po co? Żeby dorabiać Polski Związek Pijanych Nierobów i obejrzeć w akcji dwa międzynarodowe zespoły, z dziwnych przyczyn chcące nazywać się narodowymi reprezentacjami? A jednak, koło 40k ludzi kupiło wejściówki. Spoko, fajnie. Jak mniemam, z 84% na co dzień nie jest związanych emocjonalnie z polską piłką. Ktoś gdzieś coś usłyszy, jakaś Wisła, Górnik, Olimpia, Irtysz Pawłodar, RKS Chuwdu. Jakiś Urbaniak, Perkoz, jakiś Bamboleda. A tamten Podolski to nie nasz? A takie polskie nazwisko... Masa przypadkowego bydła. MASA! Ale to i dobrze. Weź żonę, weź synka, weź córeczkę, wytłumacz im, czym jest spalony, pokaż, jak się strzela gole, zaraź piłką, zaraź pasją milionów! Takich "januszów" rozumiem.
Ale niech mi ktoś, do kurwy nędzy, wytłumaczy - jak to jest kupić bilet na mecz oraz tzw. kartę kibica reprezentacji, dobrowolnie wydać parędziesiąt (do paruset) złotych na rzecz PZPN, a później drzeć się "PZPN, PZPN, jebać, jebać PZPN!"? To jebać, czy jednak tak trochę wspierać? Gdzie sens, gdzie logika?
I właśnie dlatego, że dziś, niestety, pójście na mecz i wykupienie drogiej wejściówki = dokładanie do pensji przygłupich najebusów pokroju Laty i Kręciny, przesyłam ostatnie w tej wiadomości pozdrowienie:
JAK JA WAS, KURWY, NIENAWIDZĘ!
PS. Fajnie wrócić na stare śmieci, fajnie napisać wreszcie coś nieco dłuższego niż status na facebooku. Od dłuższego czasu myślę o reorganizacji mojego bloga. Więcej szczegółów - wkrótce. A żeby doprecyzować "wkrótce", napiszę, że coś nie coś powinienem napisać przed 20 września. Stej tjund!

7 komentarzy:

  1. popieram, mialem tak jak ty.

    jedynie juz podczas eliminacji w 2001 Olisadebe zaczął mącić obraz... wtedy miałem nadzieje że tylko chwilowo, ale od czasów Rogera mam już wyjebane.

    Repra przed 2000 ach te czasy..:)

    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. kurwa! człowieku! TY ŻYJESZ!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram Kolego! Popieram. Jak jeszcze słyszę Szpaka z tym jego Barosz czy Lubańskiego z tym jego "szczał" albo Iwańskiego albo Jasinę to kurwa mam dość. Do kurwy nędzy komentator też powinien wiedzieć, że to jest Barios a nie Barosz.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja powiem tak: kupujcie bilety i wspierajcie nasz kochany PZPN w końcu chłopakom niedługo się wyjazd do korei szykuje!

    OdpowiedzUsuń
  5. nienawidzę policji!

    OdpowiedzUsuń
  6. 100% racji ziomuś wlasciwie wszystko tu zostalo wyjasnione. Januszom i tak nie wbijesz do ich pustych lbow ocb. Kurwa, czekam az wypierdola tego przyglupa Dyzme. Ale kto? Lato i Krecina to takie same moczymordy i debile

    OdpowiedzUsuń