sobota, 14 maja 2011

Bojkot meczu kadry Smudy! Tak, tak, tak!

Zamilknął Smuda na długie tygodnie, zamilkłem i ja. Kogo zresztą interesuje drużyna, która za rok ma reprezentować nas na Mistrzostwach Europy, kiedy polską piłką, a w zasadzie całym miodem i mlekiem płynącym krajem, trzęsą dzikie hordy kiboli? Wiecznie zapracowana policja, miłościwie nam panujący premier, bogu ducha winni wojewodowie i nieomylna Komisja Ligi w pocie czoła obmyślają, który stadion tym razem wylosować do zamknięcia i w jaki sposób zabić w zarodku rozwijającą się koniunkturę na piłkę. Jeszcze niedawno media odliczały i obliczały, kiedy pęknie liczba stu tysięcy kibiców na trybunach w trakcie jednej kolejki. Teraz ciekawiej jest liczyć zatrzymanych, również tych, którzy sami z adwokatem stawili się na komisariacie i tych, którzy nie mogli hasać po murawie w Bydgoszczy, bo np. są w wieku okołoemerytalnym i chodzą o lasce. Łatwiej od nich zatrzymać z kolei tych, którzy używali słów powszechnie uznanych za wulgarne na trybunach w Łodzi (a raczej poprosić klub o nazwiska, celem łatwiejszego zatrzymania). A ciemny lud to kupuje.
Kurwa, to miała być tylko krótka dygresja. Nie zamierzam wchodzić z nikim w polemiki, bo większość ludzi chodzących na mecze, by dopingować, wie, co o tym myśleć. A z wegetarianami nie ma sensu debatować o smaku mięsa. Postaram się zatem na przyszłość skupić na temacie właściwym dla tego bloga. Chodzi tylko o to, że to kolejny aspekt obrzydzania ludziom Polakom futbolu na rok przed najważniejszą sportową imprezą w historii organizowaną w naszym kraju.
Jakby tego było mało, prof. Lato wymyślił ceny biletów na mecz kopaczy pod dowództwem Smudy z drugą reprezentacją Francji. 80 (tych biletów będzie ok. 15-20%), 160, 240 zł, czyli ceny niewiele niższe, niż na grupowe mecze Euro 2012. Z jakiego powodu? Rywal nie jest przecież z najwyższej półki. Umówmy się, wielu ludzi spuszcza się na dźwięk słów "francuska reprezentacja piłkarska". Ale spuszcza się, myśląc o Zidanie, Barthezie, Lizarazu... Chyba żadna reprezentacja nie jedzie na opinii bardziej, niż Trójkolorowi. Mistrz Świata '98, Mistrz Europy 2000 i... dupa. Wicemistrzostwo Świata, maskujące nędzę francuskiego futbolu, zdobyte jeszcze przez generację Zidane'a, a prócz tego w ostatnich latach trzykrotny koniec przygody na dużych imprezach już na fazie grupowej! Obecnie Francja jest dziewiętnasta w rankingu FIFA, co może w porównaniu z siedemdziesiątym pierwszym miejscem Polski robi wrażenie, ale czy ktoś o zdrowych zmysłach zapłaciłby 60€ za bilet na mecz z Norwegią, Chile, Ghaną albo Słowenią? Nie? No proszę, a wszystkie wymienione drużyny są sklasyfikowane wyżej niż Le Bleus. 
Zresztą, mówimy ciągle o pierwszej reprezentacji Francji. Nie wierzcie nikomu, kto będzie próbował wam wmówić, że 9 czerwca rywal Polaków wystąpi w najsilniejszym składzie, nawet jeśli jest to zagwarantowane w umowie (choć i w to wątpię). W porządku, może wpadną jakieś Valbueny, Briandy i inne gwiazdy Ligue 1. Ten mecz to dla Laurenta Blanca znakomita okazja, by sprawdzić dublerów. Po ciężkim sezonie selekcjoner będzie musiał zmobilizować swoich najlepszych zawodników do gry o punkty przeciwko Białorusi, przemęczyć ich w trakcie rozgrywanego w terminie FIFA sparingu z Ukrainą i tyle. W tym drugim spotkaniu spodziewam się "plagi kontuzji" wśród podstawowych graczy Francji, którzy dziwnym trafem nie będą w stanie dojechać do Gdańska. Jeśli w ogóle Mourinho, Ferguson czy Ancelotti pozwolą swoim graczom na reprezentacyjny występ poza obligatoryjnym okresem, to Blancowi będą oni zwyczajnie zbędni. Kiedy testować zmienników, jeśli nie w towarzyskim spotkaniu z siedemdziesiątą pierwszą drużyną świata, rozgrywanym w jakimś durnym terminie?
Dlatego gorąco popieram, wspieram i dołączam swój skromny głos do akcji ZBOJKOTUJMY OTWARCIE STADIONU W GDAŃSKU. Ten mecz z wielu powodów zasługuje na szczególną oprawę - puste trybuny. 
Już raz się udało - po tym, jak Polska straciła szansę awansu na MŚ 2010, kibice skutecznie olali mecz ze Słowacją. To był prztyczek w nos PZPN-u, od którego odwrócili się sponsorzy i partnerzy, a postawieni pod ścianą włodarze podjęli pewne prospołeczne działania, na czele z powołaniem na stanowisko selekcjonera ulubieńca kibiców, Franciszka (tfu!) Smudy. Teraz reprezentacja jest w jeszcze większej dupie niż półtora roku temu, w Związku jest jeszcze gorszy burdel, a we wszystko wpierdolił się dodatkowo rząd, ze swoją walką z wyimaginowanym wrogiem publicznym w postaci piłkarskich "kiboli". Adresatów protestu jest więc jeszcze więcej.
Organizacja meczów kadry to kpina. Współgospodarz Mistrzostw Europy nie może znaleźć przeciwnika. Kiedy Ukraińcy na przestrzeni roku grają z Holandią, Brazylią, Włochami, Niemcami, Szwecją i pierwszą drużyną Francji, nam odmówili nie tylko Czesi czy Słowacy, ale nawet Cypr. CYPR (#89 FIFA) ODMÓWIŁ NAM GRY! Dlatego na rok przed Euro Polska, mając do dyspozycji dwa terminy FIFA, na jeden nie ma przeciwnika, w drugim gra z castingowym zbiorowiskiem kandydatów do gry w reprezentacji Argentyny (na stadionie Legii, którego ostatnio wojewoda nie dopuścił do meczu ligowego i za ceny jeszcze wyższe, niż w Gdańsku - bez obaw, ten mecz zbojkotuje się sam) i wymyśla trzeci, by zagrać z Francją B. To są jaja!
Nie mniejsze niż to, co dzieje się w samej kadrze i o czym piszę od jakiegoś czasu. Kupczenie obywatelstwem, wyrzucanie z reprezentacji niezbędnych jej ogniw, powołania według trenerskiego widzimisię, wyolbrzymianie jednych afer i zamiatanie pod dywan innych... Smuda zasługuje więc na pusty stadion, jako wyraz braku zainteresowania poczynaniami prowadzonej przez niego drużyny. Tym bardziej, że ten mecz może być debiutem w reprezentacji dwóch farbowanych lisów, głodnych promocji za pośrednictwem polskich barw narodowych - Perquisa i Arboledy. Dla nich też pusty stadion i kolumbijski palec w dupę gratis.
O cenach wejściówek na ten kabaret nawet nie ma co wspominać. Zasłaniając się troską o "prawdziwych kibiców" i "rodziny z dziećmi", Lato próbuje nabijać związkową kabzę. Jeśli na mecze z Argentyną C i Francją B przyjdzie garstka widzów, związkowi przejdzie koło nosa gruba kasa, którą mógłby zarobić, wyprzedając miejsca na 44-tysięcznym stadionie za bilety w cenie, jak postulowały władze Gdańska, "niewiele wyższej niż biletu do kina". Zachłanność nie popłaca, panie prezesie. Inna sprawa, czy za oglądanie tak grającej drużyny tym leśnym dziadom warto by było zapłacić chociaż 10 złotych.
No i pusty stadion dla rządu. Panie premierze, jaka jest gwarancja, że na stadionie w Gdańsku nie pojawią się obok siebie chuligani z Lechii i Arki? A jeszcze obok usiądą bandyci z Poznania, kibole z Warszawy, nożownicy z Krakowa... Albo, co najgorsze, zadymiarze z Niecieczy i bandziory z Nowego Miasta Lubawskiego, przecież w niższych ligach też jest pełno bandytyzmu na trybunach! A jeśli pojawią się kibice gości, jacyś zbłąkani francuscy emigranci? Matko i córko, burda gotowa! Donaldu Tusku, zamknij ten stadion, prędko, zanim wydarzy się tragedia!
PS. Jeszcze kamyczek do ogródka wspomnianych władz miejskich. Bodaj cztery lata temu, niedługo po tym, kiedy Polska otrzymała prawo do organizacji Euro 2012, na internetowej stronie Gdańska pojawiła się ankieta, w której każdy mógł wypowiedzieć się na temat swojego wyobrażenia stadionu, który wówczas miał nosić nazwę Baltic Arena. Odległość trybun od boiska, zasłaniany dach, wysuwana murawa... Mądry pomysł na poznanie gustów mieszkańców, potencjalnych gości stadionu. Ankieta nie była anonimowa, każdy mógł podać swoje imię, nazwisko, adres. Po co? Ano po to, żeby otrzymać DARMOWE zaproszenie na otwarcie Baltic Areny. Każdy, kto wypełnił ankietę i podał swoje dane, miał w podzięce dostać wejściówkę na inaugurację obiektu. Wszystko było uwiarygodnione słowami Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Zwracam się zatem do niego słowami Migotki ze znanego w internecie odcinka "Muminków": chyba się nie wyprzesz tej idiotycznej przysięgi?

4 komentarze:

  1. No zajebiste, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No co jest? KONIEC?

    OdpowiedzUsuń
  3. pisz pan bo nuda wakacyjna i tylko Jan T. ubarwia ten zalany padoł :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. kurwa, no ja pierdolę Koleś... taki zajebisty przebłysk miałeś i co? ;]

    OdpowiedzUsuń